Modnie i Zdrowo

Oszczędna jazda elektrykiem i hybrydą. Wszystko co musisz o niej wiedzieć

16 kwietnia 2024 | Źródło: Kia Polska / Kiawiarnia

Oszczędna jazda elektrykiem i hybrydą

Ecodriving w przypadku aut zelektryfikowanych wygląda nieco inaczej, niż w przypadku samochodów spalinowych. Trzeba zmienić sposób myślenia, styl jazdy i zrozumieć, jak działają takie pojazdy. Ma to związek przede wszystkim z ich konstrukcją i zastosowanymi w nich rozwiązaniami. Jak zatem jeździć elektrykiem i hybrydą aby oszczędzać energię?

Na czym polega ekonomiczna jazda elektrykiem?

Główny cel jest prosty – jak najbardziej ograniczyć zużycie energii i tym samym maksymalnie wydłużyć zasięg i ograniczyć ilość ładowań. Ale droga wiodąca do tego celu jest nieco inna, niż w przypadku samochodów spalinowych. Bo o ile te więcej palą w mieście, a mniej w trasie, to w przypadku elektryków jest dokładnie odwrotnie. Im większe korki, im gęstszy ruch i im więcej hamowań, tym dla nich lepiej. Z kolei szybka jazda służy im najmniej. Jak to możliwe?

Sekret tkwi w rekuperacji. Czyli możliwości odzyskania energii. Auto spalinowe podczas zwalniania czy hamowania nie ma możliwości odzyskania paliwa. Cały czas jedynie je zużywa. W przypadku elektryków (BEV), a także hybryd (HEV) i hybryd plug-in (PHEV) jest nieco inaczej. Dzięki temu, że są wyposażone w akumulatory oraz silniki elektryczne, potrafią odzyskiwać energię. W dużym skrócie i uproszczeniu wygląda to tak:

Gdy zdejmujemy nogę z pedału gazu i zaczynamy hamować, silnik elektryczny zaczyna pracować jak prądnica (generator). I ta prądnica ma taką samą moc, jak silnik elektryczny. Czyli np. dla Kii EV6 RWD będzie to 168 kW. To oznacza, że z taką maksymalną mocą podczas hamowania ładowane są akumulatory. Oczywiście przez krótki czas bo kilka, kilkanaście, rzadko kilkadziesiąt sekund (gdy hamujemy z wyższych prędkości). Ale gdy zsumujemy wszystkie hamowania w ciągu dnia, może się okazać, że trwały np. 5 minut. A to z kolei oznacza, że w przypadku EV6 RWD odzyskaliśmy około 14 kWh energii! Ilość wystarczającą na przejechanie kilkudziesięciu kilometrów.

Moc ładowania równie ważna, co moc silnika

W tym miejscu należy jednak pamiętać o jednym – że fakt, iż nasze auto ma silnik czy silniki o mocy np. 200 kW nie oznacza wcale, że z taką mocą będą doładowywały się akumulatory podczas hamowania. To zależy także od tego, jaką maksymalną moc ładowania prądem stałym ma samochód. Jeżeli to 100 kW, to dokładnie tyle maksymalnie „przyjmie” bateria, nawet jeżeli silnik jest znacznie mocniejszy. Dlatego przy zakupie elektryka warto skupiać się nie tylko na maksymalnej mocy samego silnika, ale też maksymalnej mocy ładowania, bo to oznacza znacznie skuteczniejszą rekuperację i odzysk energii. W przypadku wspomnianej EV6 maksymalna moc ładowania, dzięki zastosowaniu architektury o napięciu 800V (większość elektryków ma tylko 400V) to aż 240 kW!

W przypadku HEV i PHEV odzyskujemy mniej energii, gdyż ich silniki elektryczne są słabsze, a maksymalna moc ładowania znacznie skromniejsza. Niemniej to i tak wystarczy do tego, aby w warunkach miejskich przez dużą część czasu poruszały się wyłącznie na prądzie.

Naukowcy z Politechniki Krakowskiej wyliczyli, że podczas 40-minutowej jazdy w mieszanych warunkach, hybryda generuje dodatkowe 3,7 kWh energii. To ekwiwalent około 2 litrów benzyny w klasycznym, spalinowym samochodzie.

Jakie są zasady oszczędnej jazdy elektrykiem?

Używaj rekuperacji, naucz się hamować

O ile w przypadku samochodów spalinowych należy jeździć tak, aby maksymalnie ograniczyć liczbę hamowań, to w przypadku samochodów zelektryfikowanych – jak już powiedzieliśmy – jest odwrotnie. Każde hamowanie oznacza doładowanie akumulatorów. Ale hamować też trzeba umieć.

  1. Rekuperacja OnePedal lub i-Pedal. Czyli po każdym zdjęciu nogi z pedału gazu samochód zaczyna dość mocno zwalniać. To wymaga przyzwyczajenia i odpowiedniego sterowania pedałem gazu, gdy chcemy przyhamować spokojniej. Za to praktycznie eliminuje konieczność używania pedału hamulca i pozwala odzyskać mnóstwo energii.
  2. Rekuperacja „połowicza”. Najczęściej spotykana w HEV i PHEV, polega na tym, że po zdjęciu nogi z pedału gazu auto zaczyna delikatnie zwalniać, a żeby odzyskać więcej energii albo całkowicie się zatrzymać trzeba użyć hamulca nożnego. I obserwować wskaźnik odzysku energii na zegarach, aby jak najwięcej z niej wracało do akumulatorów, a jednocześnie nie uruchamiały się tarcze i klocki. 
  3. Rekuperacja inteligentna. Współpracuje z nawigacją oraz radarami i kamerami w aucie, dostosowując siłę hamowania do sytuacji na drodze, ograniczeń prędkości. Bierze nawet pod uwagę to, czy zbliżamy się do ronda, przed którym należy mocniej wyhamować samochód.
  4. Rekuperacja mieszana. Czyli taka, gdzie sami możemy wybrać sposób jej działania. Kia jest jednym z nielicznych producentów stosujących takie rozwiązanie, ale moim zdaniem jest ono zdecydowanie najlepsze. Łopatkami przy kierownicy, czyli szybko, prosto i skutecznie, możemy nie tylko ustawić rekuperację na jednym ze stałych poziomów, ale także całkowicie ją wyłączyć, włączyć tryb inteligentny albo „i-Pedal”. Po pierwsze, dzięki temu można dobrać taki rodzaj rekuperacji, jaki najbardziej odpowiada nam i naszym przyzwyczajeniom. Po drugie, gdy już nauczymy się korzystać z łopatek, będzie nam dużo łatwiej dobrać siłę rekuperacji do warunków na drodze. Na przykład ja w Kii EV6, Niro EV czy EV9 w mieście korzystam zawsze z pełnej, najmocniejszej rekuperacji i w ogóle nie używam pedału hamulca, na bocznych drogach gdzie prędkości są ograniczone do 50-90 km/h włączam tryb Auto, a podczas dynamicznej jazdy oraz na autostradach i ekspresówkach całkowicie ją wyłączam. Wówczas po zdjęciu nogi z pedału gazu auto po prostu toczy się, jak spalinówka na biegu jałowym. Większości z was natomiast polecam z czystym sumieniem tryb Auto. Elegancko zdaje egzamin w każdych warunkach.

Do pewnego momentu elektryki hamują silnikami (generatorami), ale mocniejsze wciśnięcie pedału hamulca powoduje już zaciśnięcie klocków na tarczach hamulcowych. Przejście od jednej do drugiej formy hamowania jest niezauważalne, dlatego większość producentów stosuje automatyczną rekuperację w elektrykach. Choć pod różnymi postaciami.

Generalnie, jeżdżąc elektrykiem czy HEV albo PHEV trzeba mieć świadomość, że zwalnianie i hamowanie im pomaga. Dlatego choćby widząc przed sobą czerwone światło na skrzyżowaniu, korek, zjazd itp. warto tak dobrać siłę rekuperacji bądź hamowania, żeby silnik-generator odzyskał maksimum energii.

Umiejętnie pokonuj podjazdy i zjazdy 

Elektryk w górach to w zasadzie perpetuum mobile. Podczas każdego podjazdu traci energię, ale podczas każdego zjazdu ją odzyskuje. Wystarczy ustawić rekuperację na odpowiedni poziom i zdjąć nogę z pedału gazu. Wówczas cały czas akumulatory będą doładowywane, a my będziemy jechali ze stałą prędkością. Przećwiczyłem temat w EV9, którym zjeżdżałem w górach jakieś 10 km w dół. Na tym dystansie bateria podładowała się z 50 do 65 proc.!

Oczywiście jazda pod górę wiąże się ze zwiększonym poborem energii. Wówczas opłaca się jechać po prostu stabilnie, utrzymując stałą prędkość, rozpędzając auto na wypłaszczeniach i zjazdach, a nieco odpuszczając pedał gazu na podjazdach. To pozwoli nam zaoszczędzić cenne kilowatogodziny.

Na autostradach jedź płynnie

Na drogach szybkiego ruchu elektryk ma niewiele możliwości odzyskania energii z hamowania. Tu liczy się więc jazda płynna i… znajomość naszego samochodu. Warto przede wszystkim samodzielnie sprawdzić, jakie ma zużycie energii przy konkretnej prędkości. Może się okazać, że pomiędzy 120 a 130 km/h, albo 130 a 140 km/h różnica będzie na tyle spora, że bardziej będzie się nam opłacało jechać o 10 km/h wolniej, ale przejechać 50 km więcej.

Znacznie istotniejszym czynnikiem w przypadku dłuższych tras jest jednak moc i szybkość ładowania. To kluczowy parametr, jeżeli elektrykiem zamierzamy pokonywać długie dystanse. W przypadku Kii EV6 i EV9 maksymalna moc to 240 kW. A to oznacza, że ładowanie szybką ładowarką (np. Ionity) od 10 do 80 proc. potrwa zaledwie około 20 minut, podczas gdy większość elektryków o podobnych gabarytach i osiągach potrzebowała będzie na to co najmniej 50 proc. czasu więcej. 

Nie musisz ruszać od razu

W materiale o ekonomicznej jeździe autami spalinowymi pisałem, że po ich uruchomieniu musimy od razu ruszyć, aby ograniczyć zużycie paliwa (silnik dużo szybciej się rozgrzeje podczas jazdy) i jednocześnie nie narazić się na mandat. W przypadku elektryków jest inaczej. Gdy są podpięte do ładowania, warto rozgrzać je przed wyruszeniem w drogę. Można zaprogramować dokładną godzinę, albo po prostu uruchomić ogrzewanie zdalnie z aplikacji. W ten sposób nie tylko rozgrzejemy (albo schłodzimy) wnętrze samochodu do zadanej temperatury. Również akumulator osiągnie właściwą temperaturę roboczą, a energię do tego pobierze bezpośrednio z sieci. W efekcie w drogę ruszymy rozgrzanym lub schłodzonym samochodem z baterią naładowaną na pełne 100 proc.

Mówiąc krótko, elektryk oferuje nam możliwość, jakiej nie dają nam auta spalinowe. Nawet zimą wsiadamy do wnętrza, w którym od razu panują komfortowe warunki i przyjemna temperatura, szyby są już odmrożone, a to wszystko można zaprogramować lub uruchomić jednym kliknięciem w aplikacji.

Co będzie źle wpływało na ekonomiczną jazdę elektrykiem?

Nie ma co zaklinać rzeczywistości – elektryki nie lubią wysokich prędkości i zimna. 120-140 km/h znoszą godnie, ale powyżej tych wartości zużycie energii potrafi mocno wzrosnąć. Warto więc przekalkulować, czy chcemy jechać szybciej i częściej się ładować, czy jechać wolniej i ładować się rzadziej. 

Z kolei jeżeli zamierzamy zimą udawać się w dłuższe podróże, to przed nimi warto zawsze rozgrzać wnętrze i akumulator (gdy auto jest jeszcze podłączone do ładowania), bo na początku najwięcej energii elektryk traci właśnie na te czynności. No i rozważmy zamówienie wersji z pompą ciepła, która wydatnie zwiększa zasięg w chłodne dni.

Jeżeli natomiast elektryk używany jest przez nas głównie do jazdy po mieście czy wokół niego, albo nawet do pokonywania dystansów do 300-400 km dziennie, to niczym nie musimy się przejmować. Ani zimą, ani latem. Przynajmniej z punktu widzenia energooszczędnej jazdy. Bo nadal wszystko, co napisałem, będzie miało duży wpływ, ale na co innego – komfort naszej jazdy. A ten w przypadku auta elektrycznego jest nieporównywalnie wyższy, niż w przypadku spalinowego.

Wyobraźcie sobie tylko cztery rzeczy:

  1. Zawsze wsiadacie do rozgrzanego (nawet w największe mrozy) bądź schłodzonego (w największe upały) wnętrza.
  2. Jeździcie nie używając w ogóle hamulca i oszczędzając tarcze i klocki.
  3. Za przejechanie 100 km płacicie około 15 zł.
  4. Poruszcie się w absolutnej ciszy oraz z płynnością i dynamiką niespotykaną w autach spalinowych w podobnej cenie.

Więcej informacji na temat modeli elektrycznych i hybrydowych marki KIA na Podkarpaciu uzyskać można w Autoryzowanym Salonie KIA MULTITRUCK mieszczącego się w Rzeszowie ul. Handlowa 4, tel. 17 – 85 04 161, 162.

Więcej informacji na stronie https://www.kia.com/pl/dealers/multitruck/

Foto: Kia Polska

Czytaj także: